wtorek, 10 kwietnia 2018

Katyń 2010



słońce takie widzę po raz ostatni

zamknięty w świecie ostatnim

ginę wśród swoich nie przypadkiem

krew moja i moich kompanów

powtórnie przenika tę samą ziemię



podnoszą nas obce dłonie

widzę to z zaświatów

pozbawione sacrum moje ciało

myją je nie ci co je kochali

tak upokorzeni bezradni opuszczeni



a mówiłeś żołnierzu że powrócisz

przecież przysięgałeś zwierzchnikowi

nie ma ciebie przy wraku

wiem zdrajca nie wydał rozkazu

odważne serce nie zerwało się do lotu



ptaki katyńskie unoszą nasze szczątki

znów z naszych ubrań wiją swoje gniazda

list ostatni porzucony w ziemi samotnie

każdy przechodzień może znaleźć jakąś pamiątkę

a spychacze jak kiedyś w pośpiechu zacierają ślady



targowica jak dawniej sprzedaje prawdę

świat świadom wstrzymuje oddech nie chce kłopotu

szczątki nasze nieważne niekompletne

wędrują do cudzych łez i cudzych grobów

to nic że jesteście wstrząśnięci

podzielą was potem



trofea leżą niszczone porami roku

mgła otacza je mglistymi słowami

są narody którym trudno jest wyzbyć się cudzej własności

ludzie bez twarzy mają wiadomy rysopis

A wszystko to z niewiary w Ciebie Boże.


Autor Jan Stańczyk - Włóczykij

wtorek, 20 marca 2018

Pochowałem

W marcu 2018 roku... na Anioł Pański
zostało złożone do grobu ciało
mojego ukochanego najmłodszego wnuka, Franciszka.
Zmarł w najbezpieczniejszym miejscu na świecie, jakie mu przygotował Stwórca.
Uczynił to tak subtelnie... jak subtelnie powiadomił o swoim przyjściu.
Serduszko przestało bić... Dlaczego?... Nie wiem... Pewnie mi to kiedyś wyjaśnisz...
czemu zrezygnowałeś z serca starego włóczęgi.
Ale moje oczy Cię poznały... Franciszku... mój Mały Człowieczku.
Zmieściłeś się w delikatnych dłoniach, pełnych łez... swojej matki.
Owinęła Cię w szatkę... a raczej pieluszkę miłości.
Pojechałem po Ciebie do stolicy... nauczony przez Bohaterów, że po Swoich się wraca.
Pochowałem z wiarą i honorem... wśród towarzyszących Ci najbliższych osób.
Pochowałem przy dźwiękach modlitwy, śpiewu Halnego i muzyki Przyjaciela domu.
Śpij Franciszku w ciemnym grobie... Jutro się spotkamy... może.


środa, 7 lutego 2018

Pinokio

 Pinokio
 
w moim spojrzeniu
zachwyt
lustro zachwytu
w moich dłoniach
nabierasz kształtu
przelewam w ciebie 
to co boskie
serce rozkwita 
jak najpiękniejszy
kwiat na ziemi
z czegoś stał się ktoś
 


piątek, 2 lutego 2018

Karnawał

Karnawał

zakładamy maski
takie bez okazji
maski wielorakie
sprawiedliwego i oprawcy
radości lub płaczu
poszukiwania prawdy
mędrcy rzadziej głupca
miłości nienawiści
wiary i niewiary
zakładamy na okazję
pragnień nie w porę
pożądania nieprzemyślanego
świętości lub wyuzdania
chciwości i ascezy
nagłego poszukiwania wroga
ukrycia dysonansu
maski podania dłoni nie tym co trzeba
zakładamy innym maski
wykrzywiając im nadmiernie oblicze
lub przesadnie ubierając w kwiatki
niszczymy świat
w masce pychy postępu
powierzchownością maski zasłaniamy niebo
które mieszka w każdym z nas
bo nie ma pustych naczyń
zawsze są czymś wypełnione
zakładamy myśląc że nie zakładamy
a wszystko to aby ukryć żeśmy nadzy

sobota, 23 grudnia 2017

Boże Narodzenie 2017

Boże Narodzenie

Chodzi o to, abyśmy stali się na powrót dziećmi.

Bo kto tak jak dziecko potrafi rozmawiać z zabawkami lub żywą istotą,

często dubbingując rozmówcę?

Nie prowadzić na wzór dorosłych monologu interaktywnego

z bardziej lub mniej wytresowanym stworzeniem…

Kto, ucząc się języka, potrafi tak żonglować słowem,

tworzyć nowe wyrazy,

które tak mocno tkwią w pamięci miłości bliskich.

Jak niecierpliwie i ufnie oczekuje na św. Mikołaja czy Gwiazdkę...

A przecież w każdym z nas mieszka właśnie ktoś taki,

kto niewidzialnie może stać się widzialnym darem.

Jakaż jest piękna wyobraźnia dziecka!

Powiesz mu, że tu są niewidzialne drzwi, a zacznie się nimi bawić i je otwierać...

A my tak łatwo się tej wyobraźni pozbawiamy,

produkując miliony niepotrzebnych zabawowych śmieci.

A przecież nieraz wystarczą dwie ręce i latarkowe światło,

aby na ścianie stworzyć teatrzyk cieni.

Kto tak jak dziecko widzi swoje ciało, niczym w raju,

nie czyniąc z niego wyuzdania, które prowadzi do powstawania teorii parawolnościowych

lub przedstawia to ciało jako demona zła.

Byleby się usprawiedliwić... Przed kim? Czy na pewno przed sobą?

Nie pisząc już o tym, co czyni z nim na obraz i podobieństwo innych

lub jak je trwale maluje i ciągle poprawia.

Czyje oczy są pełne ufności, smutku, ciekawości świata –

figlarne i pełne wyrazu...

Czy nasze nie pragną dzieciństwa?

A stając się dorosłe, często są bezwzględne, mdłe, zakłamane i bez wyrazu.

Kto tak pięknie potrafi wprowadzić dorosłego adwersarza w zakłopotanie.

Bezemocjonalnym prostym aczkolwiek trudnym pytaniem, które trafia w sedno

powalając niejednego glinianego olbrzyma niewiedzy z nóg.

Dziecko cudownie przeprasza lub długo nie nosi w sercu urazy,

a zranione przez dorosłych przez lata boryka się z bliznami przeszłych zdarzeń.

Kto tak pięknie potrafi wyuczone pacierze modelować w miarę swoich pragnień

lub na swoje potrzeby uroczo tłumaczyć dogmaty?

Jest też i przestroga dla nas, że będzie kłopot z osiągnięciem celu życia,

jeżeli nie staniemy się niczym to małe dziecię.

Z życzeniami świątecznymi te słowa i pragnienie,

abyście byli dla innych niczym ten opłatek pojednania

lub wypieczony przez Wasze serce najlepszy chleb na świecie.




piątek, 15 grudnia 2017

Powołanie

Powołanie



Kiedy wydaje się że chwyciliśmy Boga za nogi

Kiedy wolność wymyka się między palcami

Kiedy chcemy już teraz od razu

Kiedy pokarm nie sprzyja zdrowiu



Ty idziesz za głosem Teraźniejszości



Kiedy odkrywamy nowe galaktyki

Kiedy pomysłowość i wynalazczość jakby nie miała granic

Kiedy widzenie złudnym mirażem się staje

Kiedy owoc życia nie przypomina protoplasty



Ty idziesz za głosem Teraźniejszości



Kiedy lęk przed przemijaniem popycha nas do różnych czynów

Kiedy alienacja dotyka coraz większe rzesze stworzeń

Kiedy zapominamy skąd przyszliśmy i dokąd zmierzamy

Kiedy szukamy szczęścia które innych o łzy przyprawia



Ty idziesz za głosem Teraźniejszości



Kiedy produkujemy masę współczesnych śmieci

Kiedy zawsze jesteśmy w trakcie lub na krawędzi wojny

Kiedy dajemy prezent nie z siebie lecz z rzeczy

Kiedy żyjemy dniem przeszłym i przyszłym



Ty idziesz za głosem Teraźniejszości



Kiedy ludzkość stawia różnokolorowe płoty

Kiedy przez nie nic nie widać lub przechodzi każde licho

Kiedy ci co nas reprezentują potrzebują coraz większej ochrony

Kiedy mówią nie stawiaj sobie wyzwań my żyjemy z twojej głupoty



Ty idziesz za głosem Teraźniejszości



Kiedy honor ustępuje chamstwu

Kiedy kanon piękna jest wiecznie nieskończonym obrazem

Kiedy nowomowa ma ukryć dewiacje

Kiedy wartość pieniądza to pozór



Ty idziesz za głosem Teraźniejszości



Kiedy widzę Cię w wianku na głowie

Kiedy myślę co z Ciebie wyrośnie

Kiedy łagodzisz swym pokojem niepokój

Kiedy jesteś dzieckiem w byciu dorosłym



Ty idziesz za głosem Teraźniejszości



Kiedy widzę swe lustro czasu

Kiedy się też i Ty z innymi w nim przeglądasz

Kiedy rezygnujesz świadomie z tego co opiewają poeci

Kiedy masz odwagę dotknąć niewidzialnej widzialności



Ty idziesz za głosem Teraźniejszości



Kiedy jesteś dobrą nowiną

Kiedy patrzę jak klęczysz

Kiedy duma miesza się z lękiem

Kiedy myślę co straciłaś by zyskać siebie



Ty idziesz za głosem Teraźniejszości



Kiedy mnie spotkasz uboga dziecino

Kiedy Twe serce wyszyte sercem przemówi

Kiedy uklęknę z wolnej a nieprzymuszonej woli

Kiedy zapragnę pocałować w stopę cząstkę nieba



Ty idziesz za głosem Teraźniejszości



Kiedy akceptowana cykliczność nie przynosi owocu

Kiedy podążasz w wyrzeczeń kierunku

Kiedy to co piękne narażone jest na śmierć męczeńską

Kiedy wiara równa się świadectwu



Ty idziesz za głosem Teraźniejszości



Jakoś nie jestem zdziwiony że zakochałaś się w Teraźniejszości

Bo który mężczyzna może się równać z taką Miłością



Słowo napisane dla siostry Gertrudy Bałazińskiej, która złożyła śluby wieczyste.




sobota, 11 listopada 2017

Epitafium



Elegia



Nie zgadzam się na takie odejście.

Kto zaopiekuje się obejściem w Jaszczowie?

Bryczki krążą na dziedzińcu, a gospodarz nie wita.

Kto zapali znicze powstańcom?

Uszanuje kwiatem dłonie matki swojej?

Naoliwi pepeszę i wyruszy do Zapory?

Kto pochyli głowę przed Jenerałem Kickim

i pójdzie pokornie do więzienia?

Torturowan będzie marzył o alianckiej panterce.

Osobiście dotknie bohaterów w Zamku Lubelskim,

objęty amnestią oprawców wyruszy w nieznane…

Żegnany gromadnie z ganku swego

myślami za Ojcem swym podąży.

Prochy jego na wschodzie

będzie szukał aż do śmierci swojej.

Ryngraf na pierś swą włoży,

a siepacze czerwoni wrzucą go w czeluście czarnego złota.

Nie złamią, zahartują mimo haniebnego towarzystwa.

Będąc ogrodnikiem, ukocha to co piękne,

a zakochan w wybrance swojej

będzie ją miłował aż poza jej śmierć.

Kto tak będzie samodzielnie poszukiwał prawdy w słowie?

Bo słowo było na początku

to niewypowiedziane,

a wypowiedziane słowem i ciałem się stało.

Pocznie córkę i nazwie ją Dar Boży.

Będzie ją kochał ponad życie,

ale surowo wychowa, przygotowując na przeciwności losu.

Zamieszka w mieście bez Boga,

a każdy, kto będzie przekraczał jego progi,

wyjdzie ubogacony mądrością gospodarza.

Kto tak pięknie będzie wierzył w złe i dobre duchy,

a ten, który posiądzie zaszczyt snu w jego dworze dźwięków,

przekona się na własnej skórze o istnieniu duchów.

Nawiedzony przez złodziei dalej będzie wierzył w człowieka,

acz wyciągnie wnioski z owego zdarzenia.

Ocalon przez Anioła Stróża na Policy

o przyjaciołach swych nigdy nie zapomni.

Kto przez wędrówki swoje po Polsce

dialekty w jeden ojczysty język tak pięknie połączy?

Nie ma narodu, regionu, wspólnoty bez ojczystego języka,

musimy dbać o niego.

Winni jesteśmy to przodkom naszym -

to najwyższa wartość, której nie możemy utracić... mawiał.

Zauroczon słowem będzie poszukiwał komunikacji międzyludzkiej

i demaskował tych, którzy nią manipulowali dla niecnych celów,

jednocześnie uznając, że każdy kontakt międzyosobowy ją posiada.

Na nowo odkryje stwierdzenie „być może” -

dla tych, co nie znają obcego języka.

Kto tak nisko będzie kłaniał się przechodniom,

oburącz ściskając dłoń powitania?

Głęboko patrzał w oczy, poszukiwał zrozumienia,

nie wywyższał się nigdy ponad bliźniego,

a rozmówców zalotnie prowokował do rozmówek…

Kto tak będzie pielęgnował kontakty z rodziną?

Znosił z pokorą cierpienie w tajemnicy swego serca?

Kto w samotności, poddając się zabiegom medycznym,

będzie mówił: „Generała żołnierz w gaciach nie powinien widzieć”.

Kto nie odmówi pomocy, a w ostateczności sam o nią poprosi?

Pocieszy, znajdując odpowiedni cytat w poezji?

Kto wypłynie na połów samotnie na jeziora Posejneli?

Czy pozostawiony obrazek Matki Boskiej będzie uszanowany?

Kto pokłoni się tak pięknie Ostrej Bramie?

Opowie o powstaniu sejneńskim?

Stanie w obronie języka polskiego na kresach?

Ujawni nienawiść i nacjonalizm nie tylko litewski?

Jednocześnie zachwyci się i zatroszczy o kulturę tego narodu.

Pochyli się starannie nad genezą słowa, które opisuje

narody i danego człowieka oraz czas, w którym żył.

Kto zaszlocha nad Augustowskim kamieniem w Gibach

i nie zapomni o innych rozsianych po świecie?

Kto przywiezie kindziuk lub napój rycerski Zalgirys,

który uderza w głowę niczym miecz litewski pod Grunwaldem?

Nie mówiąc już o alkoholu Suktinis,

który mylnie wypowiadany przez Polaków jako słowo plugawe

błyskawicznie podawany jest przez litewskich sprzedawców.

Zabraknie i nam od Pana świeżego sękacza lub słodkiego mrowiska.

Kto opowie o trudnej przyjaźni Herberta z Miłoszem?

Dogłębnie porówna ich spuściznę i dokonania?

Kto odwzajemni po stokroć to, co otrzymał?

Będzie cierpiał z powodu tego, co inni nie widzą?

Kto tak pięknie będzie się wzbraniał przed emeryturą i ciepłymi kapciami?

Będzie potrafił spożywać spokojnie obiad,

nawet ze śmiertelnymi wrogami.

Co pocznie lis, który zamieszkał w letniskowym domu Pana Walerego?

Górale pewno uschną z tęsknoty do niego.

Kto tak cicho odejdzie, pozostawiając to, co czekało na niego?

Czekam, dalej nie wierzę i proszę pokornie: nie zabieraj Go nam, Panie.

Wprawdzie wskrzesiłeś Go w nas, ale uwierz, to za mało.

Żegnany gromadnie z ukochanego Krakowa

wędrujesz w objęcia radości swej żony

oraz puchnących z dumy przodków Twoich.



Na Boga!!! Panie Profesorze Pisarku... Larum grają!!!

Wróg na progu Języka Polskiego stoi!

Waść po pióro nie sięgasz? Odpowiedzi nie dajesz?

Na pytanie z odsieczą nie ruszasz?

Co się z Waszmością stało?!

Jeno ból, żal i niemała spuścizna po Tobie zostaje.

A skoro nie ma cudu i, Panie Boże, nam Jego z martwych nie oddajesz,

to Ci dziękujemy, że ta polska Ziemia wydała nam tak wielkiego Syna.

Nie dziw się, że to dla nas i świata niepowetowana strata.

Cóż mi pozostaje? Jeno iść samemu w sercu z Panem Profesorem,

tak jak planowaliśmy – nad Morskie Oko.

Mój jedyny, kochany Mistrzu...

Kto teraz do mnie napisze:

„Drogi, kochany Panie Waldeczku”

Kto mnie zapyta: „Pijemy herbatkę? Ciasteczko?”

07.11.2017

Autor Fotografii Jan Stańczyk