sobota, 23 grudnia 2017

Boże Narodzenie 2017

Boże Narodzenie

Chodzi o to, abyśmy stali się na powrót dziećmi.

Bo kto tak jak dziecko potrafi rozmawiać z zabawkami lub żywą istotą,

często dubbingując rozmówcę?

Nie prowadzić na wzór dorosłych monologu interaktywnego

z bardziej lub mniej wytresowanym stworzeniem…

Kto, ucząc się języka, potrafi tak żonglować słowem,

tworzyć nowe wyrazy,

które tak mocno tkwią w pamięci miłości bliskich.

Jak niecierpliwie i ufnie oczekuje na św. Mikołaja czy Gwiazdkę...

A przecież w każdym z nas mieszka właśnie ktoś taki,

kto niewidzialnie może stać się widzialnym darem.

Jakaż jest piękna wyobraźnia dziecka!

Powiesz mu, że tu są niewidzialne drzwi, a zacznie się nimi bawić i je otwierać...

A my tak łatwo się tej wyobraźni pozbawiamy,

produkując miliony niepotrzebnych zabawowych śmieci.

A przecież nieraz wystarczą dwie ręce i latarkowe światło,

aby na ścianie stworzyć teatrzyk cieni.

Kto tak jak dziecko widzi swoje ciało, niczym w raju,

nie czyniąc z niego wyuzdania, które prowadzi do powstawania teorii parawolnościowych

lub przedstawia to ciało jako demona zła.

Byleby się usprawiedliwić... Przed kim? Czy na pewno przed sobą?

Nie pisząc już o tym, co czyni z nim na obraz i podobieństwo innych

lub jak je trwale maluje i ciągle poprawia.

Czyje oczy są pełne ufności, smutku, ciekawości świata –

figlarne i pełne wyrazu...

Czy nasze nie pragną dzieciństwa?

A stając się dorosłe, często są bezwzględne, mdłe, zakłamane i bez wyrazu.

Kto tak pięknie potrafi wprowadzić dorosłego adwersarza w zakłopotanie.

Bezemocjonalnym prostym aczkolwiek trudnym pytaniem, które trafia w sedno

powalając niejednego glinianego olbrzyma niewiedzy z nóg.

Dziecko cudownie przeprasza lub długo nie nosi w sercu urazy,

a zranione przez dorosłych przez lata boryka się z bliznami przeszłych zdarzeń.

Kto tak pięknie potrafi wyuczone pacierze modelować w miarę swoich pragnień

lub na swoje potrzeby uroczo tłumaczyć dogmaty?

Jest też i przestroga dla nas, że będzie kłopot z osiągnięciem celu życia,

jeżeli nie staniemy się niczym to małe dziecię.

Z życzeniami świątecznymi te słowa i pragnienie,

abyście byli dla innych niczym ten opłatek pojednania

lub wypieczony przez Wasze serce najlepszy chleb na świecie.




piątek, 15 grudnia 2017

Powołanie

Powołanie



Kiedy wydaje się że chwyciliśmy Boga za nogi

Kiedy wolność wymyka się między palcami

Kiedy chcemy już teraz od razu

Kiedy pokarm nie sprzyja zdrowiu



Ty idziesz za głosem Teraźniejszości



Kiedy odkrywamy nowe galaktyki

Kiedy pomysłowość i wynalazczość jakby nie miała granic

Kiedy widzenie złudnym mirażem się staje

Kiedy owoc życia nie przypomina protoplasty



Ty idziesz za głosem Teraźniejszości



Kiedy lęk przed przemijaniem popycha nas do różnych czynów

Kiedy alienacja dotyka coraz większe rzesze stworzeń

Kiedy zapominamy skąd przyszliśmy i dokąd zmierzamy

Kiedy szukamy szczęścia które innych o łzy przyprawia



Ty idziesz za głosem Teraźniejszości



Kiedy produkujemy masę współczesnych śmieci

Kiedy zawsze jesteśmy w trakcie lub na krawędzi wojny

Kiedy dajemy prezent nie z siebie lecz z rzeczy

Kiedy żyjemy dniem przeszłym i przyszłym



Ty idziesz za głosem Teraźniejszości



Kiedy ludzkość stawia różnokolorowe płoty

Kiedy przez nie nic nie widać lub przechodzi każde licho

Kiedy ci co nas reprezentują potrzebują coraz większej ochrony

Kiedy mówią nie stawiaj sobie wyzwań my żyjemy z twojej głupoty



Ty idziesz za głosem Teraźniejszości



Kiedy honor ustępuje chamstwu

Kiedy kanon piękna jest wiecznie nieskończonym obrazem

Kiedy nowomowa ma ukryć dewiacje

Kiedy wartość pieniądza to pozór



Ty idziesz za głosem Teraźniejszości



Kiedy widzę Cię w wianku na głowie

Kiedy myślę co z Ciebie wyrośnie

Kiedy łagodzisz swym pokojem niepokój

Kiedy jesteś dzieckiem w byciu dorosłym



Ty idziesz za głosem Teraźniejszości



Kiedy widzę swe lustro czasu

Kiedy się też i Ty z innymi w nim przeglądasz

Kiedy rezygnujesz świadomie z tego co opiewają poeci

Kiedy masz odwagę dotknąć niewidzialnej widzialności



Ty idziesz za głosem Teraźniejszości



Kiedy jesteś dobrą nowiną

Kiedy patrzę jak klęczysz

Kiedy duma miesza się z lękiem

Kiedy myślę co straciłaś by zyskać siebie



Ty idziesz za głosem Teraźniejszości



Kiedy mnie spotkasz uboga dziecino

Kiedy Twe serce wyszyte sercem przemówi

Kiedy uklęknę z wolnej a nieprzymuszonej woli

Kiedy zapragnę pocałować w stopę cząstkę nieba



Ty idziesz za głosem Teraźniejszości



Kiedy akceptowana cykliczność nie przynosi owocu

Kiedy podążasz w wyrzeczeń kierunku

Kiedy to co piękne narażone jest na śmierć męczeńską

Kiedy wiara równa się świadectwu



Ty idziesz za głosem Teraźniejszości



Jakoś nie jestem zdziwiony że zakochałaś się w Teraźniejszości

Bo który mężczyzna może się równać z taką Miłością



Słowo napisane dla siostry Gertrudy Bałazińskiej, która złożyła śluby wieczyste.




sobota, 11 listopada 2017

Epitafium



Elegia



Nie zgadzam się na takie odejście.

Kto zaopiekuje się obejściem w Jaszczowie?

Bryczki krążą na dziedzińcu, a gospodarz nie wita.

Kto zapali znicze powstańcom?

Uszanuje kwiatem dłonie matki swojej?

Naoliwi pepeszę i wyruszy do Zapory?

Kto pochyli głowę przed Jenerałem Kickim

i pójdzie pokornie do więzienia?

Torturowan będzie marzył o alianckiej panterce.

Osobiście dotknie bohaterów w Zamku Lubelskim,

objęty amnestią oprawców wyruszy w nieznane…

Żegnany gromadnie z ganku swego

myślami za Ojcem swym podąży.

Prochy jego na wschodzie

będzie szukał aż do śmierci swojej.

Ryngraf na pierś swą włoży,

a siepacze czerwoni wrzucą go w czeluście czarnego złota.

Nie złamią, zahartują mimo haniebnego towarzystwa.

Będąc ogrodnikiem, ukocha to co piękne,

a zakochan w wybrance swojej

będzie ją miłował aż poza jej śmierć.

Kto tak będzie samodzielnie poszukiwał prawdy w słowie?

Bo słowo było na początku

to niewypowiedziane,

a wypowiedziane słowem i ciałem się stało.

Pocznie córkę i nazwie ją Dar Boży.

Będzie ją kochał ponad życie,

ale surowo wychowa, przygotowując na przeciwności losu.

Zamieszka w mieście bez Boga,

a każdy, kto będzie przekraczał jego progi,

wyjdzie ubogacony mądrością gospodarza.

Kto tak pięknie będzie wierzył w złe i dobre duchy,

a ten, który posiądzie zaszczyt snu w jego dworze dźwięków,

przekona się na własnej skórze o istnieniu duchów.

Nawiedzony przez złodziei dalej będzie wierzył w człowieka,

acz wyciągnie wnioski z owego zdarzenia.

Ocalon przez Anioła Stróża na Policy

o przyjaciołach swych nigdy nie zapomni.

Kto przez wędrówki swoje po Polsce

dialekty w jeden ojczysty język tak pięknie połączy?

Nie ma narodu, regionu, wspólnoty bez ojczystego języka,

musimy dbać o niego.

Winni jesteśmy to przodkom naszym -

to najwyższa wartość, której nie możemy utracić... mawiał.

Zauroczon słowem będzie poszukiwał komunikacji międzyludzkiej

i demaskował tych, którzy nią manipulowali dla niecnych celów,

jednocześnie uznając, że każdy kontakt międzyosobowy ją posiada.

Na nowo odkryje stwierdzenie „być może” -

dla tych, co nie znają obcego języka.

Kto tak nisko będzie kłaniał się przechodniom,

oburącz ściskając dłoń powitania?

Głęboko patrzał w oczy, poszukiwał zrozumienia,

nie wywyższał się nigdy ponad bliźniego,

a rozmówców zalotnie prowokował do rozmówek…

Kto tak będzie pielęgnował kontakty z rodziną?

Znosił z pokorą cierpienie w tajemnicy swego serca?

Kto w samotności, poddając się zabiegom medycznym,

będzie mówił: „Generała żołnierz w gaciach nie powinien widzieć”.

Kto nie odmówi pomocy, a w ostateczności sam o nią poprosi?

Pocieszy, znajdując odpowiedni cytat w poezji?

Kto wypłynie na połów samotnie na jeziora Posejneli?

Czy pozostawiony obrazek Matki Boskiej będzie uszanowany?

Kto pokłoni się tak pięknie Ostrej Bramie?

Opowie o powstaniu sejneńskim?

Stanie w obronie języka polskiego na kresach?

Ujawni nienawiść i nacjonalizm nie tylko litewski?

Jednocześnie zachwyci się i zatroszczy o kulturę tego narodu.

Pochyli się starannie nad genezą słowa, które opisuje

narody i danego człowieka oraz czas, w którym żył.

Kto zaszlocha nad Augustowskim kamieniem w Gibach

i nie zapomni o innych rozsianych po świecie?

Kto przywiezie kindziuk lub napój rycerski Zalgirys,

który uderza w głowę niczym miecz litewski pod Grunwaldem?

Nie mówiąc już o alkoholu Suktinis,

który mylnie wypowiadany przez Polaków jako słowo plugawe

błyskawicznie podawany jest przez litewskich sprzedawców.

Zabraknie i nam od Pana świeżego sękacza lub słodkiego mrowiska.

Kto opowie o trudnej przyjaźni Herberta z Miłoszem?

Dogłębnie porówna ich spuściznę i dokonania?

Kto odwzajemni po stokroć to, co otrzymał?

Będzie cierpiał z powodu tego, co inni nie widzą?

Kto tak pięknie będzie się wzbraniał przed emeryturą i ciepłymi kapciami?

Będzie potrafił spożywać spokojnie obiad,

nawet ze śmiertelnymi wrogami.

Co pocznie lis, który zamieszkał w letniskowym domu Pana Walerego?

Górale pewno uschną z tęsknoty do niego.

Kto tak cicho odejdzie, pozostawiając to, co czekało na niego?

Czekam, dalej nie wierzę i proszę pokornie: nie zabieraj Go nam, Panie.

Wprawdzie wskrzesiłeś Go w nas, ale uwierz, to za mało.

Żegnany gromadnie z ukochanego Krakowa

wędrujesz w objęcia radości swej żony

oraz puchnących z dumy przodków Twoich.



Na Boga!!! Panie Profesorze Pisarku... Larum grają!!!

Wróg na progu Języka Polskiego stoi!

Waść po pióro nie sięgasz? Odpowiedzi nie dajesz?

Na pytanie z odsieczą nie ruszasz?

Co się z Waszmością stało?!

Jeno ból, żal i niemała spuścizna po Tobie zostaje.

A skoro nie ma cudu i, Panie Boże, nam Jego z martwych nie oddajesz,

to Ci dziękujemy, że ta polska Ziemia wydała nam tak wielkiego Syna.

Nie dziw się, że to dla nas i świata niepowetowana strata.

Cóż mi pozostaje? Jeno iść samemu w sercu z Panem Profesorem,

tak jak planowaliśmy – nad Morskie Oko.

Mój jedyny, kochany Mistrzu...

Kto teraz do mnie napisze:

„Drogi, kochany Panie Waldeczku”

Kto mnie zapyta: „Pijemy herbatkę? Ciasteczko?”

07.11.2017

Autor Fotografii Jan Stańczyk






czwartek, 12 października 2017

Widzenie

Jest dwunasta w nocy.

Właśnie jeden dzień się kończy,

a drugi w ciemności zaczyna.

Zupełnie jak nasze życie.

Stałem w murach kościoła

i miałem widzenie…

Twoja dusza wędruje w przestrzeni.

Naprzeciw niej wybiegają jasne duchy.

Prowadzą Cię w orszaku radości.

Raduje się świat tej przestrzeni

z Twojego przybycia.

Hierarchia witających jest widoczna

aż do samego Absolutu.

Jesteś speszony, ale spełniony.

Dominantą jest niewyobrażalna jasność.

Jeszcze zerkasz w pozostawioną otchłań,

ale nie żałujesz. Bardziej czekasz…

Ojczyzna ziemska straciła wiernego druha.

Żegnałem wielu, ale nigdy nie widziałem nieba.

Jest dwunasta w nocy

i jak tu nie wierzyć w duchy…

Zatem do widzenia lub do zobaczenia

Władeczku.

czwartek, 31 sierpnia 2017

Czarny piar


zanim zrobią Ci krzywdę

powiedzą źle o Tobie

zanim Cię zdradzą

zdradzą najpierw w sobie

włożą w Twoje usta swoje słowa

odtajnią skryte sekrety

pokażą w zniekształconym zwierciadle

zanim uderzą Cię w twarz

zbezczeszczą własnym DNA

udając pokrzywdzonych

pozyskają innych wrażliwość

pomniejszą Twoją wartość

najpierw w sobie potem na ulicy

zanim zamilkną i nastąpi cisza

zaczną rozmawiać z innymi o Tobie

przestaną patrzeć Ci prosto w oczy

już nie znajdziesz w nich swojego odbicia

dotkną Cię słowem do żywego

i będą oczekiwać przeprosin

będą starali się ubrać Cię w swoje przewiny

chcąc pozyskać Twoich bliskich

a swój krzyż przysposobić Tobie

drobiazgami napompują wielki balon

a gdy pęknie okaże się pusty

ale to już się nie odstanie

wszystko to mogą zrobić

Ci sami którzy kiedyś przeceniali Twoją wartość

zapewniając o wielkiej miłości

lub Twoi wrogowie

czarny piar to są słowa ciemności

i nie ma w nich słowa życia

jak go rozpoznać

ano w prosty sposób

wtedy gdy te same kwiaty

dla jednych pachną

a dla drugich wręcz odwrotnie

muszę Cię pocieszyć

że nie jesteś pierwszy ani ostatni

Dlatego noś dumnie głowę

i staraj się nie deptać kwiatów


poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Kosztowny wiersz


pożycz mi pieniędzy bom w potrzebie

a ile a tyle i tyle a na ile na miesiąc

to ci pożyczę

a tu rok mija a pieniędzy nie ma

i kontaktu też nie ma

identyfikacja numerów pomaga

dobrze spać tym

którzy powinni cierpieć na jego brak

a tu drugi rok mija

a na święta nawet życzeń nie ma

a gdy sposobem się dodzwonić

to czemu mnie nękasz

lub wybacz ale parkuję

i nie mogę z tobą rozmawiać

cóż zyskałem wiersz i zdumienie

straciłem pieniądze i chyba nic więcej

wtorek, 22 sierpnia 2017

Żółta kartka



Na ratunek pięknej miłości

Kiedyś lubiłaś mój dotyk

Dzisiaj Cię mierzi

Kiedyś mówiłaś: mów do mnie

Dziś: ścisz ten bas

Twoje oczy nabierają połysku

na widok pełnych rąk

Kiedyś nie modulowałaś

tak często swojego głosu

Z czasem nerwy Ci

poważnie się rozregulowały

Łatwiej Ci rozmawiać z serialowym ekranem

lub kolegami i koleżankami z naszej klasy

Słowa to dziś źródła informacji

Jesteś sposobem na ocieplanie się klimatu

czym starsza tym zimniejsza

Zmarszczki mimiczne jak prawo grawitacji

ciążą Ci ku dołowi choć tyle kremu nań położonego

Kiedyś: piszesz piękne wiersze

Dziś: kup sobie gabinet bo mnie sen morzy

Brak tlenu Cię mniej przeraża

niż moje siwe skronie i brak zdrowia

Dzieci to dla nas skarb

ale one kondory wędrowne

A może byśmy się tak jeszcze raz w sobie zakochali

zanim minie nasz czas, a minie…

Wdzięczny za czułość i troskę

której mi tak brak

Wiersz z 2009 roku


niedziela, 20 sierpnia 2017

Podróż

Czy byłeś kiedyś w podróży
z której trudno było wrócić
serce Twoje pełne ufności pokoju
patrzę jak śpisz
pamiętam jak pokazywałem Ci Boga
i świat który nam podarował
każde odkrycie było widoczne w Twym
ciekawym życia spojrzeniu
dom ostoję pokoju
wypełniałeś swą radością
jak anioł stróż uprzedzałem
Cię przed niebezpieczeństwem
dziś z ziemi obserwuję Twój lot
nie brak we mnie lęku i troski
wróciłem synku z dalekiej podróży

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Córko


Uciecho mojego serca,
tak mocno oczekiwana.
Śnieżyco, zamieci,
wichrze przemierzający pokoje,
wrażliwa duszyczko.
Chciałbym abyś wiedziała,
że bardzo Cię kocham.
Zmienna mała kobietko,
dla mnie zawsze pozostaniesz taką.
Czas niszczy pamięć,
ale nie serce, które tak łatwo zranić.
Autor

piątek, 11 sierpnia 2017

Orwellowski ogród


Zima była nijaka

ogólnie spóźniona

wiosną przyleciała sikorka Lucynka

domek czekał już od jesieni

Iudzie w biały dzień

zamordowali drzewo

które było własnością drozdów

drozdy dokonały zewnętrznej inwazji

na domek Lucynki

wyniosła się gdzie indziej

sroka przegnała drozdy

sama nie zamieszkała



wiśnia mimo złych prognoz

zaowocowała obficie

nocą nieznani sprawcy

ukradli jej owoce

tego roku pierwszy raz w życiu

róże nie wydały na świat kwiatów

ani ta od pączków

ani ta na płocie

dziwne

złota rybka umarła

nie spełni już więcej życzeń




gęś domowa stała się panią na włościach

przybrała się w pychę oraz pawie piórka

pokazując swoje prawdziwe oblicze

spuszczona z łańcucha zobowiązań

opuściła swoje zdumione pisklę

tak po prostu po angielsku

nie bacząc na jej uczucia



żyła z orłem

wybrała gęsiora

cóż mezalians

z czasem pokazuje różnice

tak to bywa

że opuszczający innych

dalej żyją ich światłem

naśladując ich obficie

nie zdają sobie sprawy

że to kim dzisiaj są

zawdzięczają nie tyle sobie

co tym których opuścili

ale to tylko do czasu

aż inni się zorientują

że to kradzione światło




latem przyleciały inne ptaki

które z miłości do bliźniego

odnowiły płot ogródka

nie wiedząc

że w tym ogrodzie

miłość już dawno nie mieszka

ot taka dziwna ogrodowa historia

o miłości jednostronnej

która ma swój kres

gdy przestają kwitnąć róże


Autor


wtorek, 8 sierpnia 2017

Samosąd




Wiem żem niezwykłym
człowiekiem
lecz niezrozumiałym
wiem że to nie pycha

uczniem jam niepasującym
do bezdusznej oświaty
tak bardzo parzystym
żem w tym wszystkim pojedynczy

a to co powoduje moją radość
to nie narkotyki ni wódka
albo chęć władzy
to trzeźwość umysłu i przeżywania

a to co we mnie gra
to czary niezrozumiałe
niczym świerszcze polne
lub tańczące wróbelki w piaszczystej ziemi.

ciało moje  to areszt tymczasowy
z małymi okienkami przez które
nie sposób się wydostać
a mimo to kręcę przez nie mój film życia





czwartek, 13 lipca 2017

Rodzina


Nie jesteś farelką a tak mocno grzejesz
Nie jesteś komedią a tak mocno bawisz
Nie jesteś marketem a wszystko u Ciebie dostanę
Nie jesteś kuchnią polową a brzuch mi rośnie
Moja kochana rodzinko

Jesteś niezapomnianą wspólną modlitwą
Jesteś nauczycielką postaw i uczuciowości
Jesteś radością pierwszego siusiu do nocnika
Jesteś bańką na plecach chorego
Bądź zawsze taka








środa, 5 lipca 2017

Konstancjo

Znalazłaś wytrych do mojego serca
Tym że stałaś się kimś
że moje oczy Cię ujrzały
że jesteś obrazem jedności
że tak niewinnie trzepoczesz rzęsami
że jesteś tak strasznie bezradna
że nikt nie potrafi tak jak Ty czytać z oczu
że mylisz z wdziękiem dzień z nocą
że nie nosisz długo urazy do twardej ziemi
że widzę jak wspinasz się po drabinie umiejętności
że jesteś cenniejsza niźli wszystkie tytuły i skarby świata

środa, 7 czerwca 2017

Paradoksy

Przemoc - alternatywą pokój
Ruch - pragnienie bezruchu
to co nieruchome - wiecznie w ruchu
Biegunowość dobra i zła
na „raz” zmieniają się rolami
inspirując się przeciwstawnie
A jednak coś trzeba robić 
nawet jak stoję
to poruszam się w jakąś stronę
Przez huk doceniam ciszę
ciszę zastępuję głosem bo słyszę za dużo
Szarość przechodzi w kolory i odwrotnie 
Światłość ogarniana mrokiem aż ją unicestwi 
ustępując tylko wielkiej sile jasności
Kropla drąży skałę zabierając ją ze sobą 
To co z ziemi wyrasta do ziemi powraca
A jednak trzeba coś robić
nawet jak stoję
to poruszam się w jakąś stronę


niedziela, 4 czerwca 2017

Jesienny wiersz wiosną


Wiosną też słońce zachodzi.
Doceniam to, że przemijam bezboleśnie. 
Boli, gdy widzę, jak nie rozkwitasz. 
Lustrzane odbicie szkodzi tym, 
którzy się w nim źle widzą. 
Oddychasz nikotyną, 
bo nie pamiętasz, 
jak smakuje oddech unoszący Twoje piersi. 
Wiosną nie zawsze jest słonecznie.
Tak różnie postrzegamy świat,
że nasze kontynenty ciał coraz dalej są od siebie.
Moc pragnienia przeszkadza w poszukiwaniu prawdy. 
Zamykam drzwi… nie zostawiam kluczy pod wycieraczką. 
Samo wyjście nie oznacza zamknięcia.
Samo przyjście nie oznacza, że jestem.
Wiosną nawet w nocy świeci słońce.
Dobranoc.
2015



sobota, 27 maja 2017

Powrót do lat powojennych ubiegłego stulecia




Powrót do lat powojennych ubiegłego stulecia
Po ulewnych deszczach, które były przednówkiem zbliżającej się majówki, wbrew wydawałoby się rozsądkowi, mój palec na mapie wskazuje podróż w Beskid Sądecki. Wyruszam w niezwykłą podróż niezwyczajnego dnia. Bo oto zostawione rękawiczki... przypadkiem... Przypadkiem stają się świadkami cierpienia samotnego niewidomego człowieka przy odejściu jego ukochanego zwierzątka. To właśnie te rękawiczki spowodowały, że nie była Ona sama w tym cierpieniu i kiedy mój wysłannik spełnił swoje zadanie, zaproponowałem mu w rewanżu (ku jogo aprobacie) wspólne wyruszenie w góry, późnym czasem jak na odległość Kraków-Rytro.

Gdy docieraliśmy do miejsca marszruty, niebo jakby się powoli przecierało, a chmury rozstępowały, przekonując, że słońce dalej istnieje. Zupełnie jak z wiarą w Boga... On też bywa przysłonięty różnymi obłokami... i tak trwa dopóty ktoś, coś lub On sam się przed Tobą nie odsłoni ze swoim pogodnym obliczem... Tak jest z wieloma rzeczami np. z miłością bliskiej osoby... niby jest... ale jej nie widać i w ogóle… po czym poznać, że drugi człowiek Ciebie kocha...

Przybyliśmy zaawansowanym popołudniem na parking płatny, który dziś już nie pobiera opłaty. Zamierzam prowadzić obecnego towarzysza podróży poza szlakiem w kierunku Zadnich Gór. Jest to podróż sentymentalna, bo wszak właśnie tędy przed wieloma laty podróżowałem z małym, dwuletnim mężczyzną. Było to jakby onegdaj.

Odziawszy się w zbroję turystyczną i wszelaki sprzęt optyczno-wyprawowy, wyruszamy najpierw pokłonić się ruinom zamku w Rytrze. Kiedy z zarośli wychylała się historia rycerskich czasów, na pozostałych kamieniach pamięci zamczyska wychynęły ku nam niczym zjawy postacie powojennej walki z okupantem radzieckim i zdradziecką komuną. Byli to żołnierze Bartka, a ich dowódca z ukrycia wyszedł na nas w taki sposób, że spowodował realność tamtych czasów. Oprócz uzbrojenia, ekwipunku i umundurowania na jego lewej piersi wisiał ryngraf Matki Boskiej Częstochowskiej... Takie noszono na południu Polski. Na północy niezłomni nosili Matkę Boską Ostrobramską. To był taki swoisty wizerunek, symbol słów: Bóg Honor Ojczyzna, ale również gwarant dla napotkanych ludzi oraz odwiedzanych domostw, że z ich strony nic im nie grozi. Jedyne co chcieli, to ich i siebie ochraniać przed nowym okupantem i jego psami gończymi.

Tu w tym momencie wróciły do mnie jak bumerang wspomnienia z lat solidarności podziemnej i przypomnienie, jak wyglądało werbowanie do podziemia, jacy to byli ludzie. Kiedy mi zaproponowano przynależność do Solidarności podziemnej, z ciekawości zapytałem wtedy werbującego mnie Rybkę: „Dlaczego akurat ja?” Odpowiedział: „Przyglądam się Tobie od dłuższego czasu. Widzę, że często przyjmujesz Najświętszy Sakrament Ołtarza, że jesteś prawym człowiekiem, więc dobrze by było, gdyś nam pomógł w walce o Wolną Polskę”. Zgodziłem się, choć nie była to decyzja łatwa, przy świadomości, że narażam tym samym swoich bliskich. To tak na przypomnienie, kim byli ludzie Solidarności i kim byli ludzie z lasu.

To byli przeważnie przyjaciele przyjaciół. Tak wyglądała rekrutacja. A nie byłoby podziemia ani wolności polskiej, gdyby nie było hasła: Bóg Honor Ojczyzna. I nie byłoby Polski, gdyby nie było niezłomnej postawy Kościoła katolickiego, którego w taki ostentacyjny sposób dziś pozbawia się należytego miejsca w Historii Rzeczpospolitej Polskiej. Ludzie nominowani przez tzw. „Platformę Obywatelską” realizujący muzeum II wojny światowej, całkowicie pominęli martyrologię wiernych i duchowieństwa, a także jego zaangażowanie i determinizm w ratowaniu wielu istnień ludzkich… Myślę, że to nie przypadek, bo dziś ze specyficzną celebracją medialną rozgłasza się każdy indywidualny upadek danej jednostki, próbując zniechęcać i podważać misję Kościoła. Co ciekawe, czynią to ludzie, których moralność pozostawia wiele do życzenia. Tak... Co byście nie mówili i nie pisali o Kościele, to obiektywnie trzeba stwierdzić, że w czasach Solidarności odgrywał on zasadniczą rolę w organizacji oporu, goszcząc pod swoim dachem i w swoich świątyniach ludzi o różnych wyznaniach i o różnym światopoglądzie, którzy w podzięce dzisiaj na ten Kościół nikczemnie rzucają wszelakie kalumnie i pomijają jego zasługi... Nigdy nie zapomnę takich Kapłanów, jak: Władysław Palmowski, Kazimierz Jancarz http://jancarz.ipn.gov.pl/, Adolf Chojnacki http://mtrojnar.rzeszow.opoka.org.pl/ksieza_niezlomni/adolf_chojnacki/, Tadeusz Zalewski, opat Jacek Stożek… Zresztą... długa byłaby lista tych kapłanów, których należałoby wymienić z imienia i nazwiska... To takie swoiste refleksje po spotkaniu młodych ludzi, którzy nie zapomnieli o bohaterach. Mistyczne to doświadczenie, kiedy trzyma się w rękach broń z tamtych czasów.

Pożegnawszy się serdecznie, zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie i ruszyliśmy poza szlakiem w kierunku obranego celu. Las przypominał jesień, dominantą była buczyna. Gdzieniegdzie stała samotna, strzelista sosna. Kiedy wspinaliśmy się po błotnistym terenie, naszym oczom ukazały się kolejne sylwetki żołnierzy niezłomnych, tym razem żandarmerii dobrze umundurowanej i uzbrojonej. Wśród nich znów sanitariuszka i tym razem zamieniliśmy kilka zdań, wspominając tamte czasy. Chłopcy dobrze znali historię i jeden przez drugiego prześcigali się w opowiadaniu faktów. To dobrze, że są tacy młodzi ludzie, przy których człowiek czuje się bezpiecznie, patrząc z nadzieją w przyszłość. Serdecznym bratnim uściskiem pożegnaliśmy się. Ja, dojrzały świadek historii solidarnościowej, i Oni – pamiętający o bohaterach, z których każdy był jak ostatni Mohikanin... zdradzony, opuszczony, samotny, osaczony i niebywale zdeterminowany.

Te spotkania to miła niespodzianka... Jasne, gdybym pogrzebał mocniej w Internecie, przygotowując dzisiejszą wędrówkę, pewno natknąłbym się na informacje o II Rajdzie Górskim edukacyjno-historycznym szlakiem partyzantów oddziału „ŻANDARMERII”, ale pozbawiłabym się tego uczucia, które powstaje przy zaskoczeniu. W zasadzie cel dzisiejszej wędrówki całkowicie przysłoniły te dzisiejsze spotkania. Cofnął się czas... już inaczej śpiewały ptaki, inaczej szumiał las w konarach, inaczej wyglądały stare pochylone do ziemi domy pamiętające partyzantów, inaczej smakowała zupa w schronisku na Cyrli prezentującej dumnie dwa rumaki Toyoty... I zdobycie Zadnich Gór cieszyło inaczej. Znaki na szlaku też wyglądały inaczej. Inaczej krążyły myśli i inaczej wyglądały rozmowy z sanitariuszką łączącą dwa pokolenia. Tylko błoto ze śladami butów pozostało to samo.

Kiedy w następnym tygodniu wyruszyłem szlakiem czerwonym w kierunku Niemcowej, długo towarzyszył mi widok ruin zamku... Patrzyłem nań jakby z innej perspektywy, tak jak dziś ludzie inaczej patrzą na minioną historię. Przed Niemcową spotkałem misternie zbudowany drewniany dom z zabudowaniami gospodarczymi z 1937 roku i wiekowego gazdę, który siedział na ławie ze swym wiernym psem. Na sztachetach płotu wisiała tabliczka ostrzegawcza „Uwaga zły pies”, ale w tym gospodarstwie powinien raczej widnieć napis „Uwaga dziwna krowa”. Krowa, która oprócz tego, że dawała mleko, z którego gazda wyrabia najlepszy ser w okolicy, to również świetnie się bawiła z psem. A że z wyglądu przypominała byczka Fernando, to z lubością goniła przerażonych turystów po łące aż do czasu, gdy nie zabronił jej tego gospodarz, łagodnie nawołując ją, aby zaprzestała tych igraszek. Wtedy się zatrzymywała i wracając do przeżuwania, zerkała raz na gazdę, raz na przerażonych turystów, którzy dalej pędzili na łeb i szyję. W sumie może i miała rację... Co będą jej chodzili po jedzeniu.

Ale zanim o tym wszystkim się dowiedziałem i zobaczyłem to na własne oczęta, zagadnąłem przez sztachety w płocie do górala: „Jak się żyje?” A on zamyślił się i odparł: „Zleciało... nie wiadomo, kiedy zleciało życie…” i widząc we mnie bratnią duszę, dodał: „Wejdźcie tu do mnie, to napijecie się herbaty i sobie pogwarzymy.” Chętnie to uczyniłem, siadając na ławie z widokiem na polanę, która kończyła się ruinami szkoły i szumiącym wspomnieniami lasem. Góral żyjący bez prądu, czerpiący wodę z pobliskiego źródełka, snuł swoje opowieści jak to drzewiej bywało... Od czasu do czasu robił pauzy, abym mógł zapytać o coś jeszcze... Szczególnie poruszyło go pytanie: „A leśni przychodzili tu czasem?” Napłynęły mu łzy do oczu, jakby mocniej ścisnął kubek z herbatą i odparł: „W czasie wojny to tu była ruska partyzantka... Oni, panie, byli gorsi od Niemców i podał mi parę mrożących krew przykładów.

„Po wojnie były tu Niepodległościowce od księdza Gurgacza.
Pamiętam, że przychodzili tu, no tak, jak dziś Pan przyszedł, czasem na herbatę lub zjeść jakiś posiłek. Właśnie za to, żeśmy im nie odmówili gościny, kiedy miałem siedem lat, mój tatko został aresztowany przez UB i przez sześć lat siedział w więzieniu. Był tam okrutnie dręczony i torturowany, tak że jak wyszedł na „wolność”, już był innym chłopem, zarówno fizycznie jak i psychicznie, a na skutek odniesionych obrażeń zmarł przedwcześnie, tym samym podzielając również los więzionych swoich sąsiadów...
Bo to panie była niepotrzebna strata, przecież nie mieli żadnych szans na zwycięstwo... Chociaż wiem, że oni byli przekonani o nadchodzącej trzeciej wojnie światowej i potrzebie gotowości do niej.
Stało się jednak inaczej... Chcąc ujść z życiem, ulegli prowokacji UB. Zdradzeni wpadli w zasadzkę. Jedni, nie widząc szansy ucieczki, popełniali samobójstwo, inni zostali zabici w nierównej walce albo pojmani żywcem, a wszystko to miało miejsce na Słowacji.” Chcąc udowodnić prawdę swoich słów, przyniósł książkę dokumentującą tamte czasy, gdzie w jednym z rozdziałów była opisana droga męczeństwa jego Ojca.

Słuchałem z zapartym tchem jego opowieści... a myśl i analogia nasuwała mi się czasem. My w podziemiu solidarnościowym też byliśmy straceńcami i też mieliśmy nadzieję, że przyjdzie czas wyzwolenia na przekór logice, wydawałoby się. A jednak przyszła wolność, wprawdzie ta komusza i na ich warunkach, która i dziś jeszcze łeb podnosi, wyprowadzając między innymi żyjących jeszcze ubeckich siepaczy w czarnych protestach na ulice, niemogąca się pogodzić z porażką i robiąca to, co najlepiej potrafią, czyli dzielić ludzi...  Jednak na przekór  starzejących się i umierających oprawców, wychodzą z zaświatów kości poległych bohaterów miłujących wolność ponad swoje życie... Takich normalnych straceńców wolności. Czyli zachowali się jak trzeba.

Tymczasem słońce schowało się za ciemnymi chmurami, które groźnie pomrukiwały od czasu do czasu. Drobny deszcz niczym łzy pamięci kropił na nasze twarze. Zatem nie było co zwlekać. Chcąc dopiąć planów dnia dzisiejszego, czyli wyjść na Niemcową i odwiedzić leżące opodal schronisko, pożegnałem się z gazdą, ściskając mu prawicę i powiedziałem, że jestem rad ze spotkania takiego człowieka, który miał tak dzielnego ojca i obiecałem w drodze powrotnej wpaść jeszcze na pogawędkę.

Z tego miejsca na szczyt Niemcowej jest 15 minut, ale trzeba było się śpieszyć, bo niczym we wrześniu 1939 toczyła się swoista wojna na niebiosach... Czarne chmury od strony braci Słowaków i bratanków Węgrów, którzy zaprzedali duszę niemieckiemu diabłu, uderzały bez zapowiedzi na polskie pierzaste obłoki, skutkując tym manewrem wybuchy i błyskawice. Po drodze jeszcze pozdrowiłem trzy młode wiedźmy, które na ognisku składały jakąś ofiarę zaklętą w trzy kiełbasy na patyku. Pokłoniłem się Niemcowej i popędziłem do klimatycznej chatki pod nią, gdzie zawsze możesz liczyć na ciepłą herbatę z kubka, który sygnalizuje, że wielu już z niego piło przed Tobą.
Leniwie tu płynie czas, ale niebo nie pozwoliło na lenistwo, lecz stanowczo zachęcało do powrotu. Zaś ruszyłem z kopyta i niczym wiater górski już byłem przy tablicy upamiętniającej szkołę. W oddali po polanie majestatycznie przechadzał się gazda w towarzystwie dziwnej krasuli i psa Szarika. Już przy pierwszym spotkaniu wkradłem się w łaski tego drugiego. Otóż jego nos od dawna wiedział, że niosę pieczoną kurę w plecaku. Teraz przy drugim spotkaniu za zgodą gospodarza dostał pokaźny jej kawałek i nasza znajomość stała się bardziej zadzierzgnięta... Gorzej było z krową. Tej dalej chodziło o trawę i szukała tylko pretekstu, aby mnie zawadzić rogiem. Na szczęście stary gazda był bezpieczeństwa gwarantem. Mimo to zapytałem go o mleko od tej obywatelki, licząc, że po wypiciu go dostanę powera jak po napoju Galów. Góral stwierdził, że to nie pora na mleko, ale może mnie poczęstować dobrym serem, więc w czystej izbie – jak na samotnego mężczyznę – dobiliśmy targu, a ser rozpływał się niczym delicje w ustach. W surowej izbie, w której leżały patriotyczne książki, np. o księdzu Jerzym Popiełuszce, na łóżku siedział kolega Słowak i jeszcze przybyło dwóch młodych gazdów z żubrówką za pasem. Pożegnałem się z całym towarzystwem, które tymczasem wyraźnie szykowało się na pogodny sobotni wieczór. Zanim zszedłem do rumaka, który pod stacją PKP spokojnie się wypasał, zjadłem z moim kompanem podróży połowę sera i myślałem o słowie, które powinno łączyć i szukać porozumienia, a tymczasem dzieli w najlepsze... Z drugiej strony, łączy tam gdzie chcemy lub jesteśmy poniekąd zmuszeni dla wyższych celów, aby nas łączyło.

Ot, taka opowieść dwudniowa z Beskidu Sadeckiego samotnego rycerza, który niczym wilk bez stada wędruje i od czasu do czasu innych stad słucha lub je nawołuje.
Dziękuję za wspólną podróż.


<