piątek, 11 sierpnia 2017

Orwellowski ogród


Zima była nijaka

ogólnie spóźniona

wiosną przyleciała sikorka Lucynka

domek czekał już od jesieni

Iudzie w biały dzień

zamordowali drzewo

które było własnością drozdów

drozdy dokonały zewnętrznej inwazji

na domek Lucynki

wyniosła się gdzie indziej

sroka przegnała drozdy

sama nie zamieszkała



wiśnia mimo złych prognoz

zaowocowała obficie

nocą nieznani sprawcy

ukradli jej owoce

tego roku pierwszy raz w życiu

róże nie wydały na świat kwiatów

ani ta od pączków

ani ta na płocie

dziwne

złota rybka umarła

nie spełni już więcej życzeń




gęś domowa stała się panią na włościach

przybrała się w pychę oraz pawie piórka

pokazując swoje prawdziwe oblicze

spuszczona z łańcucha zobowiązań

opuściła swoje zdumione pisklę

tak po prostu po angielsku

nie bacząc na jej uczucia



żyła z orłem

wybrała gęsiora

cóż mezalians

z czasem pokazuje różnice

tak to bywa

że opuszczający innych

dalej żyją ich światłem

naśladując ich obficie

nie zdają sobie sprawy

że to kim dzisiaj są

zawdzięczają nie tyle sobie

co tym których opuścili

ale to tylko do czasu

aż inni się zorientują

że to kradzione światło




latem przyleciały inne ptaki

które z miłości do bliźniego

odnowiły płot ogródka

nie wiedząc

że w tym ogrodzie

miłość już dawno nie mieszka

ot taka dziwna ogrodowa historia

o miłości jednostronnej

która ma swój kres

gdy przestają kwitnąć róże


Autor


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz