sobota, 28 grudnia 2013

Wybacz, że mi nie śpieszno do Ciebie…

Wybacz, że mi nie śpieszno do Ciebie…
Nie to, żebym nie wierzył w Ciebie i w istnienie raju
oraz w sprawiedliwy świat,
ale ta namiastka, którą mam na co dzień,
zupełnie mi wystarcza
tyle jeszcze oddechów we mnie
tylu ludzi do pokochania i ten śnieg prosto w twarz
słyszę górski mróz trzaskający w ciszy
właśnie teraz widzę to, co wyczuwają psie nosy
a po śladach tych wiem, że nie jestem tu sam
kompan mej podróży
tak samo wystraszony mocą natury jak ja
i te rakiety, które cudownie unoszą mnie na powierzchni puchu
czym dalej, tym większa utrata sił… zupełnie jak w życiu
aż do bólu wibrującym moimi mięśniami bezwolnie
usiądę pod szałasem, zjem twardą jak kamień czekoladę
ogrzeję ręce nowoczesnością i łyk ciepłej herbaty
może dojdę o własnych siłach do schroniska
niech ratownicy górscy spokojnie ogrzewają w blasku ognia swoje twarze
i ta przestroga, nie oglądaj się za siebie
jednak muszę, bo tam kurtyna Tatr zamyka dzisiejszy dzień
gwiazdy na niebie niczym robaczki świętojańskie oświetlają drogę
schronisko z zasmarkanym dachem… powoli odtajam.
Czekałem na taką zimę…
niczym dziecko z noskiem w szybie okiennej na pierwszy śnieg.
Jest coś majestatycznego w tym powolnym opadaniu
w bieli topienia na dłoni i ta koronkowa tkanina mrozu,
która powstaje na pograniczu ciepła i zimna… pary, wody, lodu.
Dobrze jest przejść szlaki w czterech porach roku
tylko z tą różnicą, że te zimowe wymagają większej kondycji,
a czas przejścia trzykrotnie wydłuża się w nas.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz