sobota, 15 listopada 2014

Pocztówka z wakacji cz.2

Kierunek na Gdańsk

Ponieważ to niedzielny wieczór, drogi nad morze prawie puste.

Gorzej w odwrotnym kierunku, olbrzymie korki i niezliczone ilość pojazdów.

Do Gdańska dojeżdżamy w dobrej formie… Po drodze tylko jeden wypadek śmiertelny.

To jak na polskie możliwości super wynik… straszne.

Normalnie na drogach w Polsce ginie i odnosi rany więcej ludzi

niż w Afganistanie oraz innych konfliktach zbrojnych.

Tym razem to motocyklista uderzył w samochód czołowo,

na CB mówią, że są też poszkodowani pasażerowie volvo.

Powoli wychodzi zmęczenie… robimy częściej postoje.

Jak to mówią, najgorzej jest przed osiągnięciem celu.

Jeszcze nie przypuszczamy, co nam się przydarzy.

Na razie walczymy z fotoradarami.

Z dala upiornie wyglądające czerwone kręgi na sklepieniu.

Nie umiem córce wytłumaczyć, co to za zjawisko.

Dopiero po zmniejszeniu dystansu doń… zobaczyliśmy, że to oświetlenie łopat

wiatraków prądotwórczych… Strach ma wielkie oczy.

Pamiętam jak kiedyś umierałem, a lekarze walczyli o moje życie,

to sala, w której leżałem wydawała się olbrzymia,

gdy wróciłem do niej o własnych siłach była malutka.

W środku nocy dojeżdżamy do przystanku docelowego, mgła gęstnieje.

Jedziemy po drodze polnej, a z mgły ku nam wyłaniają się białe istoty,

obnażone, wykonujące różne czynności.

Widząc nas zastygły na chwilę lub wieczność.

Jedziemy bardzo powoli, nie robię zdjęć, muszę się oswoić z obecnością tych stworzeń.

Anastazja pyta, tato, a co będzie jak się okaże, że rano ich nie będzie? …przebiega mi dreszcz po plecach.

Ale rano są i towarzyszą nam do końca pobytu.

Okazuje się, że studenci Akademii Sztuk Pięknych mieli warsztaty

i wpadli na taki pomysł pozostawienia swych prac w szczerym polu.

Co ciekawe… tutejsze psy oraz krasule omijają je dużym łukiem.

Przyznacie, że nieźle się zaczyna kolejny przystanek.

Morze tego roku cieplejsze niż basen w Szczawnicy.

Pociecha stroni od morza nie mogąc się nacieszyć spotkaniem ze swoją przyjaciółką.

Rozumiem to, wszak czekały na siebie równy rok… Poza tym będziemy tu zaledwie tydzień.

Ja spędzę te kilka dni w miłym towarzystwie Bogny, Andreasa, Gościrady… Brakuje mi Jutrowoja i Mirogniewy.

Wyjechali w poszukiwania szczęścia do Anglii… W tamtym roku nie udało im się go znaleźć w Krakowie.

Z radością serca również oczekuję na spotkanie Aliny z córką Izoldą i wnuczką Laurencją.

Ciekaw jestem tej ostatniej, wszak jako pierwszy zauważyłem, jak bociek coś podrzucił w tobołku.

Od pierwszego dnia zamieniam się w kuchcika i schlebiam podniebieniu córki.

Towarzystwo trzech wymienionych panien skutkuje

codziennymi odwiedzinami piaszczystych plaż i piękną opalenizną.

Rozmowami na kocu np. o nieomylności w Kościele i skoro ona tak rzadko występuje,

to dlaczego nie ma odwrotu od powiedzenia słowa tak… zamykając człowieka w innej kategorii katolickiej.

Wyrzucając go niczym morze rzeczy na brzeg, czyniąc swoistą współczesną galerię sztuki.

Panie proszą mnie o sesję fotograficzną nad morzem... Daję się namówić.

Wszak mam do czynienia w wielu wymiarach z pięknem.

I te mewy i zachody słońca… Subtelne granice na piasku, których przekraczać się nie powinno.

Meczet z piasku i lęk przed islamem i słów Ojca Karola Meissnera wołające na pustyni… Wyślijcie więcej misjonarzy,

bo inaczej islam zaleje Europę… I tak się dzieje… Cóż, jakoś będę musiał przełknąć wielożeństwo :)

Hm…, ale jak poradzić sobie z wieloteściowością?



Ogródek we Wróblowicach jak zawsze przyjazny dla fotoreportera.

Poznaję nowych ludzi, tym razem nie z Australii czy Czech, lecz z Poznania.

Mama zawsze przestrzegała mnie przed tą nacją i powiem wam, coś w tym jest.

Bywa, że starsi mają rację :)

Popołudniami młodzież chodzi do lasu na jeżyny.

Bogna wypieka z nich cudowne bułeczki… To smak dzieciństwa.

Babcia Jadzia wypiekała takie same… Dziękuje Ci bardzo, Bogno.

Ach, jak dobrze nieraz pomylić drogę i wejść tam, gdzie nie wolno.

Ta modelka była piękniejsza niż wszystkie dotąd spotkane…

Nic im nie ujmując, ale one jednak nie fruwają.

Miejsce, gdzie drzewa spokojnie umierają w ramionach swoich dzieci.

I ten grzyb nagrobny w charakterze kwiatu.

Krokodyl w bagnie jakiś taki zdrewniały.

Pochłonięte buty przez przyrodę spowodowały we mnie lęk o ich właściciela.

Wszak jestem przy jeziorze i w ścisłym rezerwacie, gdzie takich znalezisk nie powinno mieć miejsca.

Napotykam kolejny obraz dramatu, który się tu odbył… To atak bielika.

Pozostało niewiele po ofierze, za to napastnik zostawił dowód.

Szybując w ataku wyrwał sobie piękne pióro… Wkładam je do kapelusza.

Drugim obdarowuje mnie A., mówiąc „Uważaj na nie, bo to mój dobry talizman”,

tym bardziej podnosząc jego wartość.

Teraz we wszystkich wędrówkach nie rozstaję się z moim kapeluszem,

a na wietrze słyszę, jak proszą mnie, bym z nimi zatańczył w chmurach.

Zresztą powiem wam po cichutku… Na wydmach, które nazywają się Góry Sowie, spotkałem

się z ich właścicielem, oko w oko… Mam na tę okoliczność świadków, prawda, dziewczyny.

Powiem tak… Bielik zrezygnował z sesji zdjęciowej,

ale pióro mi świadkiem… Mój drogi, wrócę tu i poczekam na Ciebie z moja lustrzanką.

Dziękuję wszystkim, którzy razem ze mną wędrowali

a szczególnie Tym, którzy szli na azymut, zaliczając podrapane nogi tudzież kleszcze.

Przepraszam, ale tak kompas wskazywał :)

Był też czas na książkę, ognisko i wieczorne rozmowy, poezję.

Żegnamy się z paniami A.I.L, spotkamy się niebawem w Warszawce na uroczystości zaślubin.

Giniemy w ramionach pożegnania z Gospodarzami… To już siódmy rok tak giniemy.

Tym razem umawiamy się z pilotem, że wracamy do Krakowa przez rodzinne strony Mojej Mamy i Taty…

gdzie zrobimy krótki przystanek.

Czeka na nas kochana kuzynka wraz ze swoją rodzinką.

Hanna, która jako dziecko nie pozwalała mi ubrudzić się do reszty, wycierając szmatą umorusaną twarz.

To było tak niedawno, gdy jako pacholęta razem w splocie rąk biegaliśmy po piaszczystej drodze.

Przyjmuje nas po królewsku… Tyle pyszności, że tylko oczy potrafią się nasycić... Ciało mówi basta.

Jej telefon z troską towarzyszy nam przez całą podróż.

Stokrotne dzięki Hanno, dla Ciebie i Twoich bliskich, za to mgnienie miłości.

Tak bywa… Z ramion pożegnania do ramion przywitania i tak przez całe życie.

Dojeżdżamy szczęśliwie do domu, ale to nie koniec wakacyjnych przygód.

CDN




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz