Kierunek na Gdańsk
Ponieważ to niedzielny wieczór, drogi nad morze prawie puste.
Gorzej w odwrotnym kierunku, olbrzymie korki i niezliczone ilość pojazdów.
Do Gdańska dojeżdżamy w dobrej formie… Po drodze tylko jeden wypadek śmiertelny.
To jak na polskie możliwości super wynik… straszne.
Normalnie na drogach w Polsce ginie i odnosi rany więcej ludzi
niż w Afganistanie oraz innych konfliktach zbrojnych.
Tym razem to motocyklista uderzył w samochód czołowo,
na CB mówią, że są też poszkodowani pasażerowie volvo.
Powoli wychodzi zmęczenie… robimy częściej postoje.
Jak to mówią, najgorzej jest przed osiągnięciem celu.
Jeszcze nie przypuszczamy, co nam się przydarzy.
Na razie walczymy z fotoradarami.
Z dala upiornie wyglądające czerwone kręgi na sklepieniu.
Nie umiem córce wytłumaczyć, co to za zjawisko.
Dopiero po zmniejszeniu dystansu doń… zobaczyliśmy, że to oświetlenie łopat
wiatraków prądotwórczych… Strach ma wielkie oczy.
Pamiętam jak kiedyś umierałem, a lekarze walczyli o moje życie,
to sala, w której leżałem wydawała się olbrzymia,
gdy wróciłem do niej o własnych siłach była malutka.
W środku nocy dojeżdżamy do przystanku docelowego, mgła gęstnieje.
Jedziemy po drodze polnej, a z mgły ku nam wyłaniają się białe istoty,
obnażone, wykonujące różne czynności.
Widząc nas zastygły na chwilę lub wieczność.
Jedziemy bardzo powoli, nie robię zdjęć, muszę się oswoić z obecnością tych stworzeń.
Anastazja pyta, tato, a co będzie jak się okaże, że rano ich nie będzie? …przebiega mi dreszcz po plecach.
Ale rano są i towarzyszą nam do końca pobytu.
Okazuje się, że studenci Akademii Sztuk Pięknych mieli warsztaty
i wpadli na taki pomysł pozostawienia swych prac w szczerym polu.
Co ciekawe… tutejsze psy oraz krasule omijają je dużym łukiem.
Przyznacie, że nieźle się zaczyna kolejny przystanek.
Morze tego roku cieplejsze niż basen w Szczawnicy.
Pociecha stroni od morza nie mogąc się nacieszyć spotkaniem ze swoją przyjaciółką.
Rozumiem to, wszak czekały na siebie równy rok… Poza tym będziemy tu zaledwie tydzień.
Ja spędzę te kilka dni w miłym towarzystwie Bogny, Andreasa, Gościrady… Brakuje mi Jutrowoja i Mirogniewy.
Wyjechali w poszukiwania szczęścia do Anglii… W tamtym roku nie udało im się go znaleźć w Krakowie.
Z radością serca również oczekuję na spotkanie Aliny z córką Izoldą i wnuczką Laurencją.
Ciekaw jestem tej ostatniej, wszak jako pierwszy zauważyłem, jak bociek coś podrzucił w tobołku.
Od pierwszego dnia zamieniam się w kuchcika i schlebiam podniebieniu córki.
Towarzystwo trzech wymienionych panien skutkuje
codziennymi odwiedzinami piaszczystych plaż i piękną opalenizną.
Rozmowami na kocu np. o nieomylności w Kościele i skoro ona tak rzadko występuje,
to dlaczego nie ma odwrotu od powiedzenia słowa tak… zamykając człowieka w innej kategorii katolickiej.
Wyrzucając go niczym morze rzeczy na brzeg, czyniąc swoistą współczesną galerię sztuki.
Panie proszą mnie o sesję fotograficzną nad morzem... Daję się namówić.
Wszak mam do czynienia w wielu wymiarach z pięknem.
I te mewy i zachody słońca… Subtelne granice na piasku, których przekraczać się nie powinno.
Meczet z piasku i lęk przed islamem i słów Ojca Karola Meissnera wołające na pustyni… Wyślijcie więcej misjonarzy,
bo inaczej islam zaleje Europę… I tak się dzieje… Cóż, jakoś będę musiał przełknąć wielożeństwo :)
Hm…, ale jak poradzić sobie z wieloteściowością?
Ogródek we Wróblowicach jak zawsze przyjazny dla fotoreportera.
Poznaję nowych ludzi, tym razem nie z Australii czy Czech, lecz z Poznania.
Mama zawsze przestrzegała mnie przed tą nacją i powiem wam, coś w tym jest.
Bywa, że starsi mają rację :)
Popołudniami młodzież chodzi do lasu na jeżyny.
Bogna wypieka z nich cudowne bułeczki… To smak dzieciństwa.
Babcia Jadzia wypiekała takie same… Dziękuje Ci bardzo, Bogno.
Ach, jak dobrze nieraz pomylić drogę i wejść tam, gdzie nie wolno.
Ta modelka była piękniejsza niż wszystkie dotąd spotkane…
Nic im nie ujmując, ale one jednak nie fruwają.
Miejsce, gdzie drzewa spokojnie umierają w ramionach swoich dzieci.
I ten grzyb nagrobny w charakterze kwiatu.
Krokodyl w bagnie jakiś taki zdrewniały.
Pochłonięte buty przez przyrodę spowodowały we mnie lęk o ich właściciela.
Wszak jestem przy jeziorze i w ścisłym rezerwacie, gdzie takich znalezisk nie powinno mieć miejsca.
Napotykam kolejny obraz dramatu, który się tu odbył… To atak bielika.
Pozostało niewiele po ofierze, za to napastnik zostawił dowód.
Szybując w ataku wyrwał sobie piękne pióro… Wkładam je do kapelusza.
Drugim obdarowuje mnie A., mówiąc „Uważaj na nie, bo to mój dobry talizman”,
tym bardziej podnosząc jego wartość.
Teraz we wszystkich wędrówkach nie rozstaję się z moim kapeluszem,
a na wietrze słyszę, jak proszą mnie, bym z nimi zatańczył w chmurach.
Zresztą powiem wam po cichutku… Na wydmach, które nazywają się Góry Sowie, spotkałem
się z ich właścicielem, oko w oko… Mam na tę okoliczność świadków, prawda, dziewczyny.
Powiem tak… Bielik zrezygnował z sesji zdjęciowej,
ale pióro mi świadkiem… Mój drogi, wrócę tu i poczekam na Ciebie z moja lustrzanką.
Dziękuję wszystkim, którzy razem ze mną wędrowali
a szczególnie Tym, którzy szli na azymut, zaliczając podrapane nogi tudzież kleszcze.
Przepraszam, ale tak kompas wskazywał :)
Był też czas na książkę, ognisko i wieczorne rozmowy, poezję.
Żegnamy się z paniami A.I.L, spotkamy się niebawem w Warszawce na uroczystości zaślubin.
Giniemy w ramionach pożegnania z Gospodarzami… To już siódmy rok tak giniemy.
Tym razem umawiamy się z pilotem, że wracamy do Krakowa przez rodzinne strony Mojej Mamy i Taty…
gdzie zrobimy krótki przystanek.
Czeka na nas kochana kuzynka wraz ze swoją rodzinką.
Hanna, która jako dziecko nie pozwalała mi ubrudzić się do reszty, wycierając szmatą umorusaną twarz.
To było tak niedawno, gdy jako pacholęta razem w splocie rąk biegaliśmy po piaszczystej drodze.
Przyjmuje nas po królewsku… Tyle pyszności, że tylko oczy potrafią się nasycić... Ciało mówi basta.
Jej telefon z troską towarzyszy nam przez całą podróż.
Stokrotne dzięki Hanno, dla Ciebie i Twoich bliskich, za to mgnienie miłości.
Tak bywa… Z ramion pożegnania do ramion przywitania i tak przez całe życie.
Dojeżdżamy szczęśliwie do domu, ale to nie koniec wakacyjnych przygód.
CDN
a może by tak na karuzelę życia zamknąć oczy i niech świat zawiruje choćby przez chwilę niech orbita w swej prędkości przyspieszy rytm krążenia a później stanąć na szczycie planety wpatrzonym w gwiazdy wspomnień świecących własnym światłem wirujące jeszcze przez chwilę na niewidocznym łańcuchu... zapraszam
sobota, 15 listopada 2014
środa, 12 listopada 2014
Pocztówka z wakacji / a raczej list cz.1
Pozdrawiam Cię czytaczu ukochany.
Wakacje to pokój i próba wyhamowania czasu.
Wyjeżdżam w dniu, gdy składają do ziemskiego łoża wieczności
moją ukochaną Andzię… jadę oddalając się od tego wydarzenia.
Jednocześnie tęcza naszych dusz jest w mocnej więzi.
Cel pierwszego przystanku to Szczawnica, miejsce wielokrotnego pobytu.
Okazuje się, że pomyliłem dni, a to objaw przemęczenia… przyjechaliśmy dzień za wcześnie.
Czyli słuszna decyzji o urlopie.
Na szczęście zarezerwowany pokój jest wolny.
Tu lekkie zaskoczenie… okazuje się, że to nie jeden z przestronnych pokoi,
w których dotychczas gościliśmy, lecz poddasze.
Czyste, schludne…
Zapewne w czasie, gdy nie ma tu letników zamieszkują je skrzaty.
Więc tydzień bez możliwości wyprostowania.
Jedno spanko wygodne, drugie przypomina nie do końca napompowany balon.
Czyli cięższy wypiera lżejszego.
Znaczy się będzie… garbato, bezsennie, bo można wypaść za burtę
lub w najlepszym wypadku uderzyć w spadzisty sufit głową.
Gorąco, duszno…. za to z zapachami
papierosów palonych na balkonach oraz okolicznych
szamb spuszczanych wieczorami po kryjomu do Sopotnickiego Potoku.
Myślicie pewno… szlag by mnie trafił gdybym miał tak wypoczywać.
Ale przecież przyjechałem wypocząć, więc się nie będę droczył.
Zresztą po właścicielu widać zmieszanie i niepokój oczu.
Odwieczne pytanie o granice, mieć czy być… szczególnie w Polsce.
Co nie panie t… jak żyć, jak żyć… psia mać.
Są też pozytywy… na przykład łazienka z wanną w kształcie prenatalnym i oknem z widokiem na niebo.
Więc leżakuję godzinami przy czerwonym świetle pelz-a wpatrzony w gwiazdy…
bez obawy, że wystygnie mi woda.
Rozmyślam… od czasu do czasu któraś spada, spełniając komuś życzenie.
Kolejny pozytyw… to cisza z wieczorną grą świerszczy i szumem w/w potoku.
To lokum, a co jeszcze?
W suterynie, do dyspozycji mała siłownia wraz z bilardem i stołem pingpongowym oraz sauną.
Lecz ta część lata to jedna wielka sauna, więc zaletą jest tutejszy basen.
Gospodarz również zadbał o utrzymanie należyte zieleńca i wystroju otoczenia domu.
Bardzo dobra baza wypadowa na szlaki górskie.
Mając schodzone wszystkie tutejsze szlaki w różnych porach roku
nie korzystam z tego przywileju i pławię się do woli w bardzo dobrze utrzymanym basenie.
W zasadzie basen mamy sami do swojej dyspozycji,
bo wszyscy przyjezdni mimo upału wyruszają w Pieniny.
Raz zaparkowany samochód pozostaje nieuruchomiony do dnia wyjazdu.
A uszczelki jak w zimie przymarzły od słońca.
Codzienne piesze wycieczki do centrum Szczawnicy pozwalają zachować kondycję.
Cel wycieczek prozaiczny… zakupy, obiadki Pod siekierkami i w Jakubówce, picie tutejszych wód,
lody u Jacaka oraz świeży bundz na straganie.
W pierwszym dniu spostrzegamy plakat promujący sztukę teatralną „Prawda”
Autor niewiele mi mówiący, Francuz…
Miało być śmiesznie, nazwiska znanych aktorów przyciągają jak magnes.
Więc fundujemy sobie ucztę duchową w świeżo oddanym dziele sztuki architektonicznej w klimacie Szczawnickim.
Nie brak tu ludzi zaangażowanych by przywrócić dawny blask temu uzdrowisku.
Nawet od kilku lat zamieszkuje tu sam Behemot.
Choć obok umierają domy z historią…
ot znowu zabrakło roztropności i odwagi… choćby za grosze uwłaszczyć tubylców.
I niech dbają o swoje i przyjmują kuracjuszy…. a nie tak na marne: ludzie, historia i dobytek.
Spektakl okazał się wielka klapą… przekaz sztuki żaden, aktorzy mieli wakacyjną formę… mylili teksty,
grali bez wyrazu, jednym słowem takiego gniota jeszcze w teatrze nie widziałem.
Żal, że nie miałem przy sobie zgniłych pomidorów.
Chwyt typowo marketingowy na plakacie sześciu znanych… wystąpiło czworo.
Ci, którzy wychodzili z nami byli również zniesmaczeni.
Ocena może ostra, ale jak się ten spektakl ma choćby do wystawianego w podobnej konwencji np. Mayday w Teatrze Bagatela... po prostu ni jak.
Można powiedzieć za Śp. Ks. Tischnerem, że to była ta ostatnia z trzech prawd.
Rozczarowani, próbowaliśmy znaleźć coś pozytywnego w tym wydarzeniu…
Tak to jednomyślność i spacer wieczorny z sufitem zawieszonym pełnym gwieździstych dziur.
Więc co nam zostaje jak nie sztuka?…
powolne obracanie się na leżaku w ręce z ulubioną książką i basen.
Basen i trochę gry w siatkówkę… basen.
Gra w karty i basen. Spacery, rozmowy… basen.
Promienie słoneczne… basen.
Wieczorem tenis i siłka jak mówi don Anastazja.
Brak rozmów telefonicznych, telewizji, radia… błogość.
Czułości … wreszcie daleko od naszego psa, który
odkąd się pojawił zawsze wyprzedzał dziecko w biegu na przywitanie ojca.
W końcu przestało biec… tak moi drodzy pies zabiera lwią część czułości, której nie przekazujemy swoim bliskim.
Dziewczyny jednego dnia dały się wyciągnąć na mały szlak…
Twierdząc, że był za długi wracają busem… a ja sam na piechotę.
Codziennie przechodzimy w niedalekiej odległości od koszmarnego wieżowca o nazwie Hutnik.
Zastanawiam się, czy również umiera czy jeszcze żyw, ostatniego dnia udaje się go sfotografować.
Jakiś sentyment ciągnął mnie do niego…
Odkrycie!!! to monstrum żyje, obskurne, ale tanie. Spostrzegamy, że jest jakaś w nim odnowa biologiczna.
Postanawiamy sobie w ostatni wieczór zafundować masaże całego ciała
Umawiamy się telefonicznie, głos miły osoby umawiającej zabieg, ale pełni obaw idziemy
do budynku krzyczącego… jestem dziełem towarzyszy gomółki i spółki!!!!
Co nas tam może miłego spotkać, ściany surowe szpitalne, sufit podwieszany z świetlówkami,
zapewne ukrywa odpadający tynk, grzyb i Bóg wie, co… wychodzi ku nam uśmiechnięta kolorowa istota.
W sekundę orientujemy się, że oddamy się w jej ręce… ładnie się przedstawia, zaprasza do pokoju zabiegowego.
I świat staje się piękny, przytulny, mówiący spocznij utrudzony wędrowcze, a ja pozwolę ci zapomnieć o wszystkich
troskach i kłopotach… jednym słowo swojsko.
Pani A... dobiera nam odpowiednie masaże… Lomi Lomi i Abhyanga.
Centymetr po centymetrze, mięsień po mięśniu, ścięgno za ścięgnem wprowadza nas w magię relaksacji.
Żegnamy się z Panią i jakby będąc w innym świecie wracamy na poddasze…
I te słowa padające z ust Dulcyney… „patrz, co Ona z nami zrobiła”.
Tak to było cudowne przeżycie.
Zielona noc… bez malowanych klamek, twarzy pastą do zębów.
Zapadamy głęboko w sen. Jutro wracamy do Krakówka.
W niedzielę kolejny przystanek…
Przystanek… wiecie, że kiedyś wędrując wysoko w górach spotkałem najprawdziwszy przystanek tramwajowy.
Nie zrobiłem fotki!?... bardzo mnie ten pomysł rozbawił.
A może gdzieś jest na kliszy… było to tak bardzo dawno.
Rozpoczynamy nowy przystanek.
Tym razem tylko z don Anastazją wyruszamy w daleką nocną podróż nad polskie morze.
Ja za kierownicą, Anastazja z mapami jako super odpowiedzialny pilot… i hej! Przygodo.
CDN
Wakacje to pokój i próba wyhamowania czasu.
Wyjeżdżam w dniu, gdy składają do ziemskiego łoża wieczności
moją ukochaną Andzię… jadę oddalając się od tego wydarzenia.
Jednocześnie tęcza naszych dusz jest w mocnej więzi.
Cel pierwszego przystanku to Szczawnica, miejsce wielokrotnego pobytu.
Okazuje się, że pomyliłem dni, a to objaw przemęczenia… przyjechaliśmy dzień za wcześnie.
Czyli słuszna decyzji o urlopie.
Na szczęście zarezerwowany pokój jest wolny.
Tu lekkie zaskoczenie… okazuje się, że to nie jeden z przestronnych pokoi,
w których dotychczas gościliśmy, lecz poddasze.
Czyste, schludne…
Zapewne w czasie, gdy nie ma tu letników zamieszkują je skrzaty.
Więc tydzień bez możliwości wyprostowania.
Jedno spanko wygodne, drugie przypomina nie do końca napompowany balon.
Czyli cięższy wypiera lżejszego.
Znaczy się będzie… garbato, bezsennie, bo można wypaść za burtę
lub w najlepszym wypadku uderzyć w spadzisty sufit głową.
Gorąco, duszno…. za to z zapachami
papierosów palonych na balkonach oraz okolicznych
szamb spuszczanych wieczorami po kryjomu do Sopotnickiego Potoku.
Myślicie pewno… szlag by mnie trafił gdybym miał tak wypoczywać.
Ale przecież przyjechałem wypocząć, więc się nie będę droczył.
Zresztą po właścicielu widać zmieszanie i niepokój oczu.
Odwieczne pytanie o granice, mieć czy być… szczególnie w Polsce.
Co nie panie t… jak żyć, jak żyć… psia mać.
Są też pozytywy… na przykład łazienka z wanną w kształcie prenatalnym i oknem z widokiem na niebo.
Więc leżakuję godzinami przy czerwonym świetle pelz-a wpatrzony w gwiazdy…
bez obawy, że wystygnie mi woda.
Rozmyślam… od czasu do czasu któraś spada, spełniając komuś życzenie.
Kolejny pozytyw… to cisza z wieczorną grą świerszczy i szumem w/w potoku.
To lokum, a co jeszcze?
W suterynie, do dyspozycji mała siłownia wraz z bilardem i stołem pingpongowym oraz sauną.
Lecz ta część lata to jedna wielka sauna, więc zaletą jest tutejszy basen.
Gospodarz również zadbał o utrzymanie należyte zieleńca i wystroju otoczenia domu.
Bardzo dobra baza wypadowa na szlaki górskie.
Mając schodzone wszystkie tutejsze szlaki w różnych porach roku
nie korzystam z tego przywileju i pławię się do woli w bardzo dobrze utrzymanym basenie.
W zasadzie basen mamy sami do swojej dyspozycji,
bo wszyscy przyjezdni mimo upału wyruszają w Pieniny.
Raz zaparkowany samochód pozostaje nieuruchomiony do dnia wyjazdu.
A uszczelki jak w zimie przymarzły od słońca.
Codzienne piesze wycieczki do centrum Szczawnicy pozwalają zachować kondycję.
Cel wycieczek prozaiczny… zakupy, obiadki Pod siekierkami i w Jakubówce, picie tutejszych wód,
lody u Jacaka oraz świeży bundz na straganie.
W pierwszym dniu spostrzegamy plakat promujący sztukę teatralną „Prawda”
Autor niewiele mi mówiący, Francuz…
Miało być śmiesznie, nazwiska znanych aktorów przyciągają jak magnes.
Więc fundujemy sobie ucztę duchową w świeżo oddanym dziele sztuki architektonicznej w klimacie Szczawnickim.
Nie brak tu ludzi zaangażowanych by przywrócić dawny blask temu uzdrowisku.
Nawet od kilku lat zamieszkuje tu sam Behemot.
Choć obok umierają domy z historią…
ot znowu zabrakło roztropności i odwagi… choćby za grosze uwłaszczyć tubylców.
I niech dbają o swoje i przyjmują kuracjuszy…. a nie tak na marne: ludzie, historia i dobytek.
Spektakl okazał się wielka klapą… przekaz sztuki żaden, aktorzy mieli wakacyjną formę… mylili teksty,
grali bez wyrazu, jednym słowem takiego gniota jeszcze w teatrze nie widziałem.
Żal, że nie miałem przy sobie zgniłych pomidorów.
Chwyt typowo marketingowy na plakacie sześciu znanych… wystąpiło czworo.
Ci, którzy wychodzili z nami byli również zniesmaczeni.
Ocena może ostra, ale jak się ten spektakl ma choćby do wystawianego w podobnej konwencji np. Mayday w Teatrze Bagatela... po prostu ni jak.
Można powiedzieć za Śp. Ks. Tischnerem, że to była ta ostatnia z trzech prawd.
Rozczarowani, próbowaliśmy znaleźć coś pozytywnego w tym wydarzeniu…
Tak to jednomyślność i spacer wieczorny z sufitem zawieszonym pełnym gwieździstych dziur.
Więc co nam zostaje jak nie sztuka?…
powolne obracanie się na leżaku w ręce z ulubioną książką i basen.
Basen i trochę gry w siatkówkę… basen.
Gra w karty i basen. Spacery, rozmowy… basen.
Promienie słoneczne… basen.
Wieczorem tenis i siłka jak mówi don Anastazja.
Brak rozmów telefonicznych, telewizji, radia… błogość.
Czułości … wreszcie daleko od naszego psa, który
odkąd się pojawił zawsze wyprzedzał dziecko w biegu na przywitanie ojca.
W końcu przestało biec… tak moi drodzy pies zabiera lwią część czułości, której nie przekazujemy swoim bliskim.
Dziewczyny jednego dnia dały się wyciągnąć na mały szlak…
Twierdząc, że był za długi wracają busem… a ja sam na piechotę.
Codziennie przechodzimy w niedalekiej odległości od koszmarnego wieżowca o nazwie Hutnik.
Zastanawiam się, czy również umiera czy jeszcze żyw, ostatniego dnia udaje się go sfotografować.
Jakiś sentyment ciągnął mnie do niego…
Odkrycie!!! to monstrum żyje, obskurne, ale tanie. Spostrzegamy, że jest jakaś w nim odnowa biologiczna.
Postanawiamy sobie w ostatni wieczór zafundować masaże całego ciała
Umawiamy się telefonicznie, głos miły osoby umawiającej zabieg, ale pełni obaw idziemy
do budynku krzyczącego… jestem dziełem towarzyszy gomółki i spółki!!!!
Co nas tam może miłego spotkać, ściany surowe szpitalne, sufit podwieszany z świetlówkami,
zapewne ukrywa odpadający tynk, grzyb i Bóg wie, co… wychodzi ku nam uśmiechnięta kolorowa istota.
W sekundę orientujemy się, że oddamy się w jej ręce… ładnie się przedstawia, zaprasza do pokoju zabiegowego.
I świat staje się piękny, przytulny, mówiący spocznij utrudzony wędrowcze, a ja pozwolę ci zapomnieć o wszystkich
troskach i kłopotach… jednym słowo swojsko.
Pani A... dobiera nam odpowiednie masaże… Lomi Lomi i Abhyanga.
Centymetr po centymetrze, mięsień po mięśniu, ścięgno za ścięgnem wprowadza nas w magię relaksacji.
Żegnamy się z Panią i jakby będąc w innym świecie wracamy na poddasze…
I te słowa padające z ust Dulcyney… „patrz, co Ona z nami zrobiła”.
Tak to było cudowne przeżycie.
Zielona noc… bez malowanych klamek, twarzy pastą do zębów.
Zapadamy głęboko w sen. Jutro wracamy do Krakówka.
W niedzielę kolejny przystanek…
Przystanek… wiecie, że kiedyś wędrując wysoko w górach spotkałem najprawdziwszy przystanek tramwajowy.
Nie zrobiłem fotki!?... bardzo mnie ten pomysł rozbawił.
A może gdzieś jest na kliszy… było to tak bardzo dawno.
Rozpoczynamy nowy przystanek.
Tym razem tylko z don Anastazją wyruszamy w daleką nocną podróż nad polskie morze.
Ja za kierownicą, Anastazja z mapami jako super odpowiedzialny pilot… i hej! Przygodo.
CDN
czwartek, 6 listopada 2014
72 lat razem
Mamo… Twoja głowa niczym siwa brzoza.
Mamo… docierasz powoli do granicy przejścia.
Mamo… zawsze gdym w gorączce to wołam Ciebie.
Ciało Twoje coraz słabsze i wiotkie a tak przeze mnie ukochane.
Mamo… Twoja troska o mnie niezmienna.
Mamo… powoli schylasz się jak żuraw studzienny.
Mamo… zawsze gdym w gorączce to wołam Ciebie.
Poślij mi jasne spojrzenie spod Twoich zmęczonych powiek.
Mamo… Twoja potrawa przez Ciebie podana smakuje miłością.
Mamo… kroki masz chwiejne jakby po grzęzawisku.
Mamo… zawsze gdym w gorączce to wołam Ciebie.
Każde nasze pożegnanie tak czułe jakbym szedł na wojnę.
Mamo… dla mnie jesteś małą dziewczynką.
Mamo… widzę Cię jak pleciesz wianki.
Mamo… zawsze gdym w gorączce to wołam Ciebie.
Dziękuję Ci Ojcze, że za żonę sobie ją wybrałeś.
Mamo… docierasz powoli do granicy przejścia.
Mamo… zawsze gdym w gorączce to wołam Ciebie.
Ciało Twoje coraz słabsze i wiotkie a tak przeze mnie ukochane.
Mamo… Twoja troska o mnie niezmienna.
Mamo… powoli schylasz się jak żuraw studzienny.
Mamo… zawsze gdym w gorączce to wołam Ciebie.
Poślij mi jasne spojrzenie spod Twoich zmęczonych powiek.
Mamo… Twoja potrawa przez Ciebie podana smakuje miłością.
Mamo… kroki masz chwiejne jakby po grzęzawisku.
Mamo… zawsze gdym w gorączce to wołam Ciebie.
Każde nasze pożegnanie tak czułe jakbym szedł na wojnę.
Mamo… dla mnie jesteś małą dziewczynką.
Mamo… widzę Cię jak pleciesz wianki.
Mamo… zawsze gdym w gorączce to wołam Ciebie.
Dziękuję Ci Ojcze, że za żonę sobie ją wybrałeś.
Tato… to, że jeździsz jeszcze na rowerze, budzi w innych nadzieję.
Tato… to, że szyjesz mi jeszcze lniane koszule, budzi inspiracje w innych.
Toto… to, że wyciągasz z czeluści jezior pokaźne karpie, zaraża innych pasją.
Poślij mi jasne spojrzenie spod Twoich zmęczonych powiek.
Tato…widoczny na Twych dłoniach wiek, staje się inspiracją dla młodych malarzy.
Tato… oczy Twoje tak powoli gasną, jak ukochana bajka przed snem.
Tato… moc głosu Twojego roznosząca się po izbie, wróży długowieczność.
Każde nasze pożegnanie tak czułe jakbym szedł na wojnę.
Tato… za co chciałbym Ci podziękować, pewno za te morwy jedzone prosto z drzewa.
Tato… za własnoręcznie zrobiony brelok do butelek, chociaż one dziś odkręcane.
Tato… za męskość, która potrafi się tak wzruszać, powodując w innych łzy wzruszenia.
Ciało Twoje coraz słabsze i wiotkie a tak przeze mnie ukochane.
Tato… dla mnie jesteś małym chłopczykiem z bębenkiem.
Tato… chłopcem, który wymaga coraz większej mojej troski.
Tato… taka kolej rzeczy, stajemy się mężczyznami by ponownie być chłopcami.
Dziękuję Ci Mamo, że za męża sobie go wybrałaś.
Dziękuję Wam bo gdyby Was nie było nic by nie było…
ni tych słów, miłości, cierpienia, pragnienia… wszechświata też by nie było.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





































