a może by tak na karuzelę życia zamknąć oczy i niech świat zawiruje choćby przez chwilę niech orbita w swej prędkości przyspieszy rytm krążenia a później stanąć na szczycie planety wpatrzonym w gwiazdy wspomnień świecących własnym światłem wirujące jeszcze przez chwilę na niewidocznym łańcuchu... zapraszam
poniedziałek, 14 sierpnia 2017
Córko
Uciecho mojego serca,
tak mocno oczekiwana.
Śnieżyco, zamieci,
wichrze przemierzający pokoje,
wrażliwa duszyczko.
Chciałbym abyś wiedziała,
że bardzo Cię kocham.
Zmienna mała kobietko,
dla mnie zawsze pozostaniesz taką.
Czas niszczy pamięć,
ale nie serce, które tak łatwo zranić.
Autor
piątek, 11 sierpnia 2017
Orwellowski ogród
Zima była nijaka
ogólnie spóźniona
wiosną przyleciała sikorka Lucynka
domek czekał już od jesieni
Iudzie w biały dzień
zamordowali drzewo
które było własnością drozdów
drozdy dokonały zewnętrznej inwazji
na domek Lucynki
wyniosła się gdzie indziej
sroka przegnała drozdy
sama nie zamieszkała
wiśnia mimo złych prognoz
zaowocowała obficie
nocą nieznani sprawcy
ukradli jej owoce
tego roku pierwszy raz w życiu
róże nie wydały na świat kwiatów
ani ta od pączków
ani ta na płocie
dziwne
złota rybka umarła
nie spełni już więcej życzeń
gęś domowa stała się panią na włościach
przybrała się w pychę oraz pawie piórka
pokazując swoje prawdziwe oblicze
spuszczona z łańcucha zobowiązań
opuściła swoje zdumione pisklę
tak po prostu po angielsku
nie bacząc na jej uczucia
żyła z orłem
wybrała gęsiora
cóż mezalians
z czasem pokazuje różnice
tak to bywa
że opuszczający innych
dalej żyją ich światłem
naśladując ich obficie
nie zdają sobie sprawy
że to kim dzisiaj są
zawdzięczają nie tyle sobie
co tym których opuścili
ale to tylko do czasu
aż inni się zorientują
że to kradzione światło
latem przyleciały inne ptaki
które z miłości do bliźniego
odnowiły płot ogródka
nie wiedząc
że w tym ogrodzie
miłość już dawno nie mieszka
ot taka dziwna ogrodowa historia
o miłości jednostronnej
która ma swój kres
gdy przestają kwitnąć róże
Autor
wtorek, 8 sierpnia 2017
Samosąd
Wiem żem niezwykłym
człowiekiem
lecz niezrozumiałym
wiem że to nie pycha
uczniem jam niepasującym
do bezdusznej oświaty
tak bardzo parzystym
żem w tym wszystkim pojedynczy
a to co powoduje moją radość
to nie narkotyki ni wódka
albo chęć władzy
to trzeźwość umysłu i przeżywania
a to co we mnie gra
to czary niezrozumiałe
niczym świerszcze polne
lub tańczące wróbelki w piaszczystej ziemi.
ciało moje to areszt tymczasowy
z małymi okienkami przez które
nie sposób się wydostać
a mimo to kręcę przez nie mój film życia
czwartek, 13 lipca 2017
Rodzina
Nie jesteś farelką a tak mocno grzejesz
Nie jesteś komedią a tak mocno bawisz
Nie jesteś marketem a wszystko u Ciebie dostanę
Nie jesteś kuchnią polową a brzuch mi rośnie
Moja kochana rodzinko
Jesteś niezapomnianą wspólną modlitwą
Jesteś nauczycielką postaw i uczuciowości
Jesteś radością pierwszego siusiu do nocnika
Jesteś bańką na plecach chorego
Bądź zawsze taka
środa, 5 lipca 2017
Konstancjo
Znalazłaś wytrych do mojego serca
Tym że stałaś się kimś
że moje oczy Cię ujrzały
że jesteś obrazem jedności
że tak niewinnie trzepoczesz rzęsami
że jesteś tak strasznie bezradna
że nikt nie potrafi tak jak Ty czytać z oczu
że mylisz z wdziękiem dzień z nocą
że nie nosisz długo urazy do twardej ziemi
że widzę jak wspinasz się po drabinie umiejętności
że jesteś cenniejsza niźli wszystkie tytuły i skarby świata
środa, 7 czerwca 2017
Paradoksy
Przemoc - alternatywą pokój
Ruch - pragnienie bezruchu
to co nieruchome - wiecznie w ruchu
Biegunowość dobra i zła
na „raz” zmieniają się rolami
inspirując się przeciwstawnie
A jednak coś trzeba robić
nawet jak stoję
to poruszam się w jakąś stronę
Przez huk doceniam ciszę
ciszę zastępuję głosem bo słyszę za dużo
Szarość przechodzi w kolory i odwrotnie
Światłość ogarniana mrokiem aż ją unicestwi
ustępując tylko wielkiej sile jasności
Kropla drąży skałę zabierając ją ze sobą
To co z ziemi wyrasta do ziemi powraca
A jednak trzeba coś robić
nawet jak stoję
to poruszam się w jakąś stronę
Ruch - pragnienie bezruchu
to co nieruchome - wiecznie w ruchu
Biegunowość dobra i zła
na „raz” zmieniają się rolami
inspirując się przeciwstawnie
A jednak coś trzeba robić
nawet jak stoję
to poruszam się w jakąś stronę
Przez huk doceniam ciszę
ciszę zastępuję głosem bo słyszę za dużo
Szarość przechodzi w kolory i odwrotnie
Światłość ogarniana mrokiem aż ją unicestwi
ustępując tylko wielkiej sile jasności
Kropla drąży skałę zabierając ją ze sobą
To co z ziemi wyrasta do ziemi powraca
A jednak trzeba coś robić
nawet jak stoję
to poruszam się w jakąś stronę
niedziela, 4 czerwca 2017
Jesienny wiersz wiosną
Wiosną też słońce zachodzi.
Doceniam to, że przemijam bezboleśnie.
Boli, gdy widzę, jak nie rozkwitasz.
Lustrzane odbicie szkodzi tym,
którzy się w nim źle widzą.
Oddychasz nikotyną,
bo nie pamiętasz,
jak smakuje oddech unoszący Twoje piersi.
Wiosną nie zawsze jest słonecznie.
Tak różnie postrzegamy świat,
że nasze kontynenty ciał coraz dalej są od siebie.
Moc pragnienia przeszkadza w poszukiwaniu prawdy.
Zamykam drzwi… nie zostawiam kluczy pod wycieraczką.
Samo wyjście nie oznacza zamknięcia.
Samo przyjście nie oznacza, że jestem.
Wiosną nawet w nocy świeci słońce.
Dobranoc.
2015
Subskrybuj:
Posty (Atom)






